USA jak Jamajka?

– Nie stawiaj Polaków jako tych czarnych owiec na tle mapy świata…
– Oczywiście, nie jesteśmy najgorsi.
– Przynajmniej to jest pozytywne – zaśmiałem się ponuro – A kto jest?
– Do nas mam żal, że kiedyś produkowaliśmy mało śmieci, zużywaliśmy mało energii, generalnie konsumowaliśmy mało, a teraz jesteśmy dumni, że konsumujemy dużo. Polska truje środowisko całkiem mocno na tle innych gospodarek. A odpowiadając ci, kto jest najgorszy… to chyba jest jasne? – Spojrzał pytająco na mnie. – Nie uważasz?
– Chyba Stany…
– No tak. Z USA jest taki problem, że to oni są tym pranowotworem, który toczy świat. To od nich bardzo wiele się zaczęło.
– Chyba wszystkie gospodarki rozwinięte mają udział w tym procesie, z Europy też? Nie uważasz?
– Nie! Wprost przeciwnie. Uważam, że z USA nikt się nie równa! Wytłumaczę ci dlaczego.
– Zacznijmy od sprinterów z Jamajki. Zwróciłeś kiedyś na to uwagę, ile pokoleń świetnych biegaczy wywodzi się z tego małego kraju? Zawsze mają mistrzów. Mistrzów świata, olimpijskich. Biegacze zamykający pierwszą dwudziestkę na mistrzostwach Jamajki mogliby śmiało walczyć o mistrzostwo dużo większych krajów. Dlaczego tak się dzieje?
– Wiesz, że już kiedyś zastanawiałem się nad tym? I mam zdanie na ten temat: chyba dlatego, że przez Atlantyk docierali najsilniejsi niewolnicy sprowadzeni z Afryki. A wcześniej byli jeszcze wybierani ci najlepiej zbudowani…
– Tak, właśnie. Przy tym kilka jeszcze innych czynników, ale właśnie o to generalnie chodzi. Teraz spójrz na Amerykę. Kto ją budował?
– To znaczy? Co masz na myśli?
– Tam też była selekcja! Ostrzejsza i w większej skali! Do Ameryki jechali desperaci. Aby nie szukać daleko, weźmy przykład emigracji z ziem polskich. Za czasów zaborów. Kto tam jechał? Jechali ci, co nie mieli nic do stracenia! Najodważniejsi, najbardziej zdesperowani. To samo było z Irlandczykami, Włochami, Niemcami i wszystkimi innymi. To był pierwszy etap selekcji. Bojaźliwi zostawali w domach. W samej Ameryce kraj dopiero się tworzył. Dziki Zachód. Aby zdobyć ziemię, musiałeś ją wydrzeć rdzennym mieszkańcom. Indianom. Mówiąc wprost, musiałeś ich zabić. Wygrywali tylko ci najbardziej bezwzględni. Ci, którzy nie wahali się pociągnąć za spust. Mięczaki odpadały. Selekcja. Potem, aby swój dobytek utrzymać, trzeba się było obronić. Ciągle walka i rywalizacja. Stąd też tak głęboko zakorzeniona jest w USA potrzeba posiadania broni… Mniej czujni, empatyczni ginęli. Selekcja. Potem wojna secesyjna. 
Tylko twardzi, a przy tym zwichrowani przez wojnę, wracali do domów i budowali dalej twór zwany USA. Przemysłowcy: od pucybuta do milionera – tylko wytrwałość, samozaparcie i bezwzględność pozwalały osiągać sukces. W mit american dream wierzy się do dziś. Amerykanie nie chcą ubezpieczeń społecznych, bo tam każdy sam powinien troszczyć się o siebie i swoją rodzinę. Potem nadeszły czasy dzikiego kapitalizmu, Keynes i jemu podobni ekonomiści stworzyli podwaliny pod „dobrobyt amerykański”. Wszechobecną konsumpcję. Druga wojna światowa dodała USA przewagi nad resztą świata. Europa była w zgliszczach, Japonia też, Rosja w objęciach Stalina, Chiny też przeżywały trudne chwile. Dominacja Stanów trwa do dziś, a ich model niestety jak nowotwór jest przekazywany na coraz to nowe obszary geograficzne i kulturowe całego świata. USA, biorąc pod uwagę główne kategorie, jest niechlubnym liderem: zużywa najwięcej energii na głowę, produkuje najwięcej śmieci, produkuje najwięcej żywności GMO, najwięcej broni… 
USA wszystkiego konsumuje najwięcej, ma przez tę konsumpcję najwięcej ludzi otyłych, chorych na raka, chorych na astmę, najwięcej jest ludzi uzależnionych od farmaceutyków i tak dalej. Są oczywiście kraje, które w pojedynczych statystykach wypadają gorzej, ale kompleksowo nie mogą się nawet otrzeć o USA. I ten cały syf USA eksportuje w świat. Poprzez swoje globalne koncerny, jak również hollywoodzkie produkcje i ich popkulturową wizję świata.